Archiwum z Maj 2010

Coś mi wyrosło

28 Maj 2010

Trawa cytrynowa Na parapecie wyrosła mi trawa. Zielona. Palczatka cytrynowa. Spora, żarłocznie wyciąga listki do słońca, w kuchni jakby pociemniało od tej zachłanności. Trawa ma historię. Półtora miesiąca temu przywiozłam ją z Bangkoku. Owiniętą w folię i dla pewności skrępowaną taśmą klejącą – żeby czasem nie wylazła z plecaka. Jechaliśmy z dwudniowym przystankiem w Londynie, a ona zakneblowana bardzo dokładnie tkwiła sobie w bocznej kieszeni plecaka i ani nie mruknęła, że chce pić. Dopiero w domu dostała wody, bidulka.

Wygląd początkowy: mało zachęcający. Barwa na początku podróży: bladozielona. Z wierzchu zdrowo wysuszona. Przycięta od góry bez litości. W Bangkoku kilkanaście godzin w lodówce, potem w luku bagażowym (też jej nie rozpieszczali), 4 dni bez wody, a następnie półtora miesiąca z towarzyszkami stłoczona w wazonie. I jest. Żyje. Kwitnie niemalże.  Korzonki jej się poplątały wprost  nieprawdopodobnie z korzonkami swoich współtowarzyszek. Najwyraźniej kocha te swoje koleżanki, bo oddzielić jedną z nich nie sposób – trzeba by te biedne korzonki poszarpać. Serce się kraje, więc kolejny dzień ją oszczędzam. Dziś w końcu zrobiło się majowo -  nareszcie! Będzie miała słońca, ile zapragnie, bo w końcu zasadzę ją w ogródku. Zaraz obok kijanek, które hodujemy w deszczówce od trzech tygodni. ;-)

Tęsknota za słońcem

21 Maj 2010

Tęsknię za meksykańskim słońcem. Kiedy po raz kolejny deszcz leje za oknami tęsknię za słońcem, tortillami sprzedawanymi przez Indianki. I za sokiem pomarańczowym sprzedawanym na ulicach z zabawnych wyciskarek z potężną wajchą. Bo choć pomarańcze pochodzą z Chin to w Meksyku soku pomarańczowego można napić się na każdym kroku.

Słońce

W Europie pomarańcze rozpowszechnili muzułmanie najpierw uprawiając odmianę czerwoną i gorzkawą, później dopiero wprowadzając słodką. Ludwik XIV zachwycił się nią do tego stopnia, że kazał założyć swoim ogrodnikom oranżerie i uprawiać drzewka w taki sposób, aby kwitły i owocowały przez cały rok. Musiało się skończyć katowskim toporem. Nie chce mi się wierzyć, żeby to się komuś udało, chociaż drzewka były uprawiane w wózkach tak, aby można było je swobodnie przesuwać tam, gdzie słońca było najwięcej. Czyli w pobliże króla ;-) .

Nie on jeden zresztą uwielbiał cytrusy. Podobno arcybiskup Mediolanu wydał w roku 1529 przyjęcie, na którym podano 16 dań z cytrusami, wśród nich były: kawior smażony z pomarańczami, cukrem i cynamonem, smażone wróble z pomarańczami, suflet z orzeszkami piniowymi z sosem pomarańczowym oraz pomarańcze w panierce. Ech, to były czasy dla łasuchów… Jakimś usprawiedliwieniem tego szaleństwa mógł być fakt, iż pomarańcze były uważane za lek na każde zło włączając w to tasiemce, kolki i próby otrucia. Arcybiskup najwyraźniej miał sporo wrogów… albo czego innego.

Żeby nasz obiad chociaż trochę przypominał ten u arcybiskupa możemy sobie zrobić mus pomarańczowy (właściwie naranjas rellenas, czyli nadziewane pomarańcze) – deser pochodzący podobno z Meksyku, ale z wyraźnymi wpływami hiszpańskimi, bo ani pomarańczy ani białego wina Aztekowie przecież nie znali. Przepis jest bardzo prosty, można go udoskonalać według upodobań, a deser jest orzeźwiający i niskokaloryczny.

Mus pomarańczowy/ Naranjas rellenas

Mus pomarańczowy - wersja bardziej wytworna 

Składniki

8 wydrążonych połówek pomarańczy – w charakterze salaterek

1 1/2 szklanki wyciśniętego soku pomarańczowego

1/2 szklanki dobrego białego wytrawnego wina

4 łyżki stołowe cukru

6 listków żelatyny (albo wg przepisu na opakowaniu)

1 jajko

truskawki do przybrania

Mus pomarańczowy - wersja bardziej ekologiczna

Wykonanie

Żelatynę namoczyć w zimnej wodzie.

Pomarańcze przekroić na pół. Wycisnąć sok z połówek nie naruszając skórki. Wymieszać sok pomarańczowy, wino i cukier. Podgrzać w rondelku nie dopuszczając do wrzenia i rozpuścić w nim żelatynę.

Ostudzić, dodać żółtko i wymieszać mikserem, przestudzić, przelać do połówek pomarańczy (wersja eko) lub pucharków (wersja wytworna),  wstawić do lodówki na 30 min. Ubić białko na sztywno i dodać do kremu. Wstawić do lodówki na 2 godziny. Dekorować truskawkami.

Przepis pochodzi z książki Vicky Smirli “Podróżnik w kuchni”.

Uwagi dodatkowe

Dla wielkich łasuchów proponuję odrobinę sosu czekoladowego zrobionego na bazie gorzkiej czekolady. Albo prażone pokruszone migdały. Albo większą ilość truskawek. Albo lody, najlepiej czekoladowe. Albo bitą śmietanę. Jednym słowem – co kto sobie wymarzy…

Obiecałam sobie, że następną wersję tego łatwego i lekkiego deseru zrobię z likierem pomarańczowym i brązowym cukrem. Będzie smakować pewnie jeszcze bardziej egzotycznie i jeszcze bardziej słonecznie. A na razie pozostają na pociechę truskawki i bez…

Nie ma słońca, są bzy

Śliwki tropików – tamaryndowce

14 Maj 2010

Tropiki to raj dla łasuchów. Bo słodyczy w tropikach jest w bród i bynajmniej nie mam tu na myśli czekoladek, które w takich temperaturach  nadają się jedynie do picia. Słodyczą uwodzą mango, ananasy, papaje roztaczając zapach, od którego kręci się w głowie. Jeśli jednak komuś w tropikach marzy się coś bardziej kwaśnego,  na przykład powidła śliwkowe, musi zabrać ze sobą słoiczek z ojczyzny. Chyba, że się przekona do tamaryndowca.

Dawno temu na Filipinach rósł sad tamaryndowców, które owocowały najsłodziej na świecie. Nic więc dziwnego, że właściciele strzegli go jak oka w głowie. Otoczyli go ogrodzeniem, a na straży postawili groźnego psa. Pewnego dnia do ich drzwi zapukała wynędzniała żebraczka z prosząc o kilka owoców słynnych w okolicy drzew. Niestety jedyne co usłyszała to złorzeczenia. Jak to w bajkach bywa, ludzie o sercach z kamienia zostali za swój czyn ukarani – następnego dnia przed ich domem zamiast pięknych drzew zobaczyli olbrzymie jezioro – Jezioro Tamaryndowe.

Owoce tamaryndowca wyglądają jak spore fasolki zamknięte w brązowych strąkach o szorstkiej skórce. W większości przypadków są kwaśne, i to bardzo (pewnie scheda po zachłannej parze), a w dodatku miąższu jest niewiele, bo pestka rozpycha się w środku okrutnie. Za to ile to piękne drzewo ma zastosowań! Tamaryndowca używa się przy przygotowywaniu curry, sosów, mięsa, sałatek. Jego owoce mają ciekawy aromat i są kwaśne, co nie jest w tropikach częste. W Meksyku i Gwatemali przygotowuje się z nich napoje chłodzące – coś na kształt kompotów naszych babć. Smakują wypisz wymaluj jakby były zrobione z renklod. W kuchni brytyjskiej użyto go do przygotowania receptury sosu Worcestershire, o słodko-jałowcowym aromacie. W kuchni tajskiej łączy się  go z trawą cytrynową, czosnkiem i chilli, tworząc charakterystyczne połączenie smaków słodkiego, ostrego, kwaśnego i słodkiego. W Azji używa się wyciągu z liści w leczeniu malarii – niestety nie wiem z jakim skutkiem, ale pewnie mizernym… A żeby mieć piękne, niezwykłe sny wystarczy zdrzemnąć się pod kwitnącym drzewem. Kto wie, może kiedyś naukowcy odkryją odpowiedzialną za to substancję.

Suszony tamarynowiec nie wygląda może jak kulinarna gwiazda,ale za to jest wyjątkowo wydajny. I smaczny. Sałatka wykonana według poniższego przepisu wychodzi znakomicie!

Tamaryndowiec  wersja suszona

Tajska sałatka z owocami morza

Sos (w oryginale nazywany jest vinegrette, ale nie przypomina go zupełnie)

3 łyżki miąższu z tamaryndowca

1/3 filiżanki gorącej wody

1/4 filiżanki oleju roślinnego (użyłam kokosowego, ale sojowy lub sezamowy będzie równie dobry)

2 szalotki (lub niewielkie cebulki) pokrojone drobniutko

1 łyżka rozgniecionego czosnku

2 łyżki drobniusieńko posiekanej trawy cytrynowej

1 łyżka chili w kawałeczkach

2 łyżki ryżowego octu

2 łyżki sosu rybnego

Gotowy sos

Owoce morza

1 łyżka oleju roślinnego

1/4 kg fileta z łososia (bez skóry) pociętego na podłużne paski

12 krewetek

200g przegrzebków (bez muszli)

Warzywa

200g różnych gatunków sałaty wymytej i osuszonej

1 karambola (ale można i bez niej)

1/2 szklanki pomidorków koktajlowych

Sałatka po tajsku z owocami morza

Wykonanie

Zalać owoce tamaryndowca wodą, namoczyć przez 15 minut, łyżką wycisnąć miąższ. Przetrzeć przez sitko.

Olej podgrzać na średnim ogniu, dodać szalotki, czosnek, trawkę cytrynową  i chili. Podgrzewać mieszając aż całość zacznie pachnieć. Odsunąć z ognia i dodać cukier, ocet, sos rybny i sok z tamaryndowca. Zostawić – niech aromatem wypełni całą kuchnię.

Łososia usmażyć na oleju z dwóch stron, aż lekko się zarumieni, przenieść na talerzyk, usmażyć krewetki i przegrzebki.

Przed samym podaniem sałatę i karambolę zamoczyć w sosie. Układać na talerzykach lub miseczkach z owocami morza i udekorować pomidorkami.

Uwagi dodatkowe

Sos jest tutaj najważniejszym składnikiem, owoce morza można dobierać i mieszać dowolnie. Tamaryndowiec w postaci suszonych owoców można kupić w wielu sklepach (we Wrocławiu np. w Hali Targowej). Dostępny jest także  w postaci gotowego przecieru w słoiczkach. Suszone owoce można zalewać wodą kilkukrotnie – otrzymać można w taki sposób więcej miąższu, ale jest on mniej aromatyczny.

Paluszki? Nie! Halušky! Bryndzové!

8 Maj 2010

Słowacja to kraj młody i przez długi czas pozostawał częścią Austro-Węgier. Już w sferze kulinarnej trudno było tego nie zauważyć. W Bratysławie wielkie plakaty zachwalały kuchnię słowacką wymieniając typowe dla niej dania: Apfelstrudel, czyli (struclę z jabłkami), sznycel po wiedeńsku oraz tort Sachera, o którym pisałam w poprzednim poście. Nie bardzo nam to po słowacku brzmiało, bo w końcu z Wiednia jechaliśmy i zupełnie nie mieliśmy ochoty jeść sznycla po wiedeńsku w Bratysławie.  Na szczęście rozejrzeliśmy sie tu i ówdzie i znaleźliśmy bar studencki o zachęcającej nazwie Slovak Pub.

Janosikowa sala

Tego nam było trzeba. Słowacki pub na pięterku z widokiem na deptaczek. Nareszcie była nadzieja na spotkanie mieszkańców Bratysławy, a nie tylko samych turystów. Zgubiliśmy się prawie w labiryncie sal urządzonych w schroniskowo-ludowym stylu. Wszędzie mnóstwo było dużo ciemnego drewna, obrusiki cieszyły oko swojsko-sielską niebieską kratką, a malunki z Janosikiem przypominały, że ojczyzna już jest blisko. Menu, które  obejrzeliśmy z ukontentowaniem, tym bardziej utwierdziło nas w przekonaniu, że jesteśmy w miejscu, w którym zażyjemy smaczków kulinarnych i lokalnych. I rzeczywiście od razu natknęliśmy się na wychodzące naprzeciw oczekiwaniom klienta nazwy zestawów “dla biednego studenta”, “dla studenta po wypłacie” oraz “takiego, który chce poderwać dziewczynę”. Były też potrawy babuni – w tej kategorii zdecydowanie dominowały pierogi. Wygrały halušky. Bryndzové, bo halušków jest ale mnóstwo. Z cebulką, z kiszoną kapustą, z oscypkiem, z kiełbasą…Bryndzové zaintrygowały nas najbardziej.

Halusky

Niepozorne, twardawe kluseczki, troszkę podobne do tych, które jako dzieci mama robiła nam do pomidorowej. Tyle, że zamiast pomidorowej, halušky, jak przystało na kluseczki z górskim rodowodem, pływały w bryndzowym sosie.  Charakterne – trzymały się zupełnie nieźle – sos był jedynie do nich dodatkiem, ale ich smaku nie zawładnął i nie zmienił ich ani trochę. Sos bryndzowy był miłym zaskoczeniem, bo sama bryndza jest przecież dość ostra w smaku, ale ze śmietaną nabiera subtelności. Przed oczami pojawił nam się obraz ogniska, gdzieś daleko w górach, takiego, które dogasa już i wrzucono do niego gałązki jałowca. Ogniska we mgle, po zachodzie, wokół którego stoi się w ciszy. Ogniska, którego zapach przesiąka jednak wszystko. Halušky… Chyba niedługo pojedziemy w Tatry…

A na koniec kilka słów dla łasuchów z zacięciem do kucharzenia:

Przepisów na halušky znalazłam mnóstwo szczególnie tu, na słowackiej stronie. Ich rozmaitość najwyraźniej świadczy o tym, że dowolność jest pożądana. Podaję więc zaimprowizowaną przeze mnie  wersję.

Halušky domowym sposobem  

Halušky

ziemniaki surowe 600g-700g

mąka około 200g

2 jaja

sól

Sos

bryndza – 1,5 opakowania

2 łyżki jogurtu (proporcja jogurtu do bryndzy w zależności od upodobań smakowych)

10 dkg boczku albo ogonówki

Wykonanie

Ziemniaki zetrzeć (jeśli tarka ma za grube oczka można poprawić blenderem). Dodać jaja, mąkę i sól. Wymieszać, odstawić na 10-15 minut. Przecierać przez sitko z otworami około 1cm (świetnie tę rolę pełnił stalowy pojemnik do suszenia sztućców :-) ). Gotować 2-3 minuty. Wymieszać bryndzę z jogurtem – w razie potrzeby użyć blendera. Podsmażyć ogonówkę aż brzegi będą chrupiące. Polać sosem kluseczki. Podawać natychmiast. Zajadać ze smakiem!


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.