Przed nami leżał Wiedeń. Rozglądając się dookoła w poszukiwaniu wzgórza, z którego Sobieski ruszył na hordy niewiernych zastanawiałam się jak wypadnie konfrontacja opowieści i opinii dotyczących tortu Sachera – deseru prostego, sławnego i, ku mojemu niepomiernemu zdziwieniu, bardzo kontrowersyjnego. Bo w zasadzie zgadza się tylko historia, którą można wyczytać wszędzie gdzie popadnie – młody kucharz, mistrz na urlopie, a tu nadciąga kataklizm gorszy od niewiernych, bo księciu Metternichowi trzeba przygotować deser. I na tym zgodność tej historii się kończy, a zaczynają się poważne komplikacje. Każdy przepis jest inny (jeden znalazłam u siebie w kuchni, a pozostałe odnalazłam w blogach kulinarnych) i pewne jest tylko to, że potrzebne są jaja, czekolada i marmolada morelowa. Reszta to wytwór wyobraźni mniej lub bardziej nieudolnych naśladowców, bo, rzecz jasna, najsłynniejsi twórcy tortu Sachera tworzą wokół receptury aurę tajemnicy – to w końcu zawsze pomaga w sprzedaży. Jeszcze do tego wszystkiego gdzieś w tle pośmierduje skandal, bo jedna firma (hotel Sacher) pozwała drugą (cafe Demel) o prawo do używania nazwy tort Sacher. Nawiasem mówiąc, obecnie powyższej nazwy używają wszystkie niemalże cukiernie od Adriatyku aż po Pragę, choć wtedy pewnie nie miały jeszcze czelności. Dość, że wyrokiem sądu Hotel Sacher używa określenia ORYGINALNY tort Sachera, a kawiarnia PRAWDZIWY tort Sachera. Po namyśle wolałam jednak spróbować tortu oryginalnego, bo w końcu każdy może powiedzieć, że jego jest prawdziwy…
Wiedeń szczyci się jabłkowym strudlem, tortem Dobosza i paroma innymi jeszcze pysznościami. Jak jednak deser tak prosty w zamyśle może budzić tyle sprzecznych opinii? Niektórzy twierdzili, że to najlepsze ciasto pod słońcem. Za to od innych tort Sachera oberwał etykietkę “suchego murzynka”. Rozbieżność sądów olbrzymia, więc ciekawość łasuchów wzrasta.
Podchodzimy do cafe Sacher jak do jeża, bo nie jesteśmy fanami niezwykle wytwornych lokali, a całość wygląda z zewnątrz jakoś tak pustawo i niegościnnie. Wchodzimy do środka i tu miłe zaskoczenie. Lokal podzielony na kilka mniejszych przestrzeni, krzesła i sofy obite przyjemną bordową materią z hotelowym logo, obrazy olejne na ścianach. Ciepło i przytulnie. Humory nam się poprawiają siadamy, słuchamy z głośników arii operowych i podziwiamy samą operę, którą widać przez spore okna. Elegancki kelner nie dziwi się, kiedy prosimy o tor Sachera i kawę – jest to tutaj pewnie najbardziej typowe zamówienie. Nie czekamy długo. Pierwszy kęs i wszystko jest jasne.
Znakomitej jakości składniki i staranność wykonania rzucają się w oczy. Tort Sachera to majstersztyk. Po pierwsze, wbrew opiniom, zupełnie nie jest suchy. Posmarowano ze wszystkich stron marmoladą morelową. Nawet okrągłą czekoladkę z logo hotelu przyklejono marmoladą. Marmoladą, dodajmy, bez jednego kawałeczka skórki. Sama morelowa słodycz wtopiona w puchaty czekoladowy biszkopt. Poncz, którego zapewne także użyto, jest gdzieś w tle – ciasto jest lekko wilgotne i dyskretnie morelowe, nie narzuca się smakiem, ale łączy lekkość z pewnością siebie. No i jeszcze czekolada. Kuwertura jest nieskazitelnie gładka, nie ma na niej nawet jednej smugi. Musi być w niej sporo kakao – pewnie co najmniej 30-40%. Osobiście wolę czekoladę mleczną, ale tutaj specjalnie dla mnie jest jeszcze na talerzyku schłodzona bita śmietana. W ustach lekka gorycz czekolady łączy się z chłodem śmietany tworząc smak niezwykły. Więcej śmietany – bardziej słodko mleczny. Mniej śmietany – po afrykańsku czekoladowy. Komponuję więc sobie smaki słuchając Mozarta i podziwiając kunszt miejscowych artystów, którzy tworzą arcydzieła. Niezwykle eleganckie. Niezwykle klasyczne.
4 Maj 2010 o 15:33 |
Mniam
Pamiętam odcinek programu Makłowicza o kuchni austriackiej, w którym była mowa jeszcze o torcie waflowym Pischinger i o Apfelstrudlu. Ciekawe, czy próbowaliście któryś z tych specjałów?
W Rynku we Wrocławiu, kiedyś udało mi się załapać na kawalątek strudla z jabłkami (podczas Dni Austrii). Pyszotka
8 Maj 2010 o 00:34 |
Co ciekawe, jak słusznie zauważyłaś Pischinger to nazwa firmy i jej założyciela: http://www.pischinger.at/. Przekonaliśmy się o tym z niemałym zdumieniem, bo w rodzinie pischinger był rzeczownikiem pospolitym określający tort z wafli…
Pozdrawiam serdecznie
Beata